„Prawdziwą tajemnicą świata jest to, co widzialne, a nie to, czego nie widać”.
Czy można nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem Oscara Wilda? Przypuszczam, iż w kontekście kolejnej wystawy z cyklu „Zderzenia” trudno nie przyznać mu racji, bowiem w zasadzie, tajemniczość zarówno odległego wszechświata, jak i tego, w którym skąpani jesteśmy każdego dnia, potrafi zaskoczyć, oczarować, zachwycić albo, co najmniej zaciekawić i zdziwić. Weźmy na przykład pączek róży, który odsłaniając powoli, kolejno swoje delikatne płatki, ukazuje nam moment, najczarowniejszej witalności swojego, naturalnego procesu do pełnego rozkwitu, uwalniając przy tym słodki zapach i wyjątkowo soczystą barwę kwiatu. A jeszcze, nie daj Boże, wilgotny poranek obsypie kwiatostan perełkami rosy, skrzącymi się w pierwszych promieniach słońca, to wobec takiego zjawiska jesteśmy, my śmiertelnicy rozbrojeni i zmieleni w całości na niepoliczalne cząstki naszej duszy. Innym niepojętym, przynajmniej dla mnie, zjawiskiem cudowności spotykanej przecież nie aż tak rzadko, jest niebywale lekki, pozbawiony wysiłku lot motyli, czasami wyglądającymi, jak chaotyczny taniec pyłków bezwładnie niesionymi podmuchami wiatru. Albo dajmy na to, zapach lasu po deszczu, czy łąki uplecione w kolory lata lub zimą, zastygłe na końcówkach dachu, sople lodu, przypominające wielkie łzy srogiej aury. Takie lub podobne obrazy matki natury rejestrowane zmysłami artystów, stają się czymś więcej, niż tylko symbolem piękna, wolności i subtelności, ale także są metaforą kruchości i nietrwałości życia.
„Szukaj, a znajdziesz – to, czego się nie szuka, pozostaje niezauważone”
pozwoliłam sobie na przytoczenie znanej maksymy greckiego filozofa Sokratesa, ponieważ ta oczywista obserwacja świata przyrody bez zaangażowania i uważności oraz potrzeby poszukiwania z naszej strony, nie zaprowadzi nas do odnajdywania nowych perspektyw, i nie otworzy nowych możliwości procesów twórczych. Zdając sobie doskonale z tego sprawę, mamy możliwość zaprezentowania na tegorocznej wystawie, efektów naszych poszukiwań i naszego uwrażliwienia na niuanse oraz detale, istniejące w otaczającym nas świecie przyrody. Sztuka, jak mawia Julia Cameron w swojej książce pod tytułem: „Droga artysty” rodzi się z uwagi, a jej położną jest szczegół, który może decydować o wyjątkowości danego dzieła. Ponadto, zachęca ona, abyśmy troszczyli się wzajemnie o artystyczny ekosystem, czyli o nasze wewnętrzne twórcze zasoby, tkwiące głęboko w każdym z nas i nauczyli się, należycie je pielęgnować. Proces ten autorka porównuje do napełniania studni, lub zarybiania stawu. Jeśli dopuścimy do ich zaniedbania, nasz artystyczny ekosystem może ulec wyczerpaniu, zastojowi, wyschnięciu czy wręcz zablokowaniu. Trudno w tym momencie nie przyznać się z pełną szczerością, że takie momenty zaniedbywania i wyczerpania pokładów twórczych przeżywamy. Ten problem zniechęcenia dotyka wielu artystów, w wielu różnych dziedzinach stąd moim zdaniem lojalne wspieranie się bez oznak szczurzej rywalizacji, jest zwłaszcza w dzisiejszych, rozpędzonych czasach, niezbędne. Dlatego chciałabym nie tyko dziś, ale tak długo, jak to możliwym będzie, kierować do każdego artysty i do każdego nie artysty, przekonanie, iż w każdym człowieku migocze gen twórczego potencjału, ale aby go obudzić czy pobudzić, potrzeba ogromnego aktu woli, wiary w siebie, wytrwałości i solidnej pracy. Sam talent i pasja nie zawsze wystarczą, by osiągnąć cel i spełnienie, a jeśli nawet to się udaje, to trzeba pamiętać, że sztuka, podobnie jak i nauka są obszarami szalenie wymagającymi ludzkiego zaangażowania, emocji, wyobraźni, intelektu. Bywa i tak, że zwykła czynność, jak wstanie rano z łóżka i chwycenie za pisarskie pióro, czy malarski pędzel oraz farby wymaga od twórcy, więcej wysiłku aniżeli dla himalaisty zdobycie szczytu w Himalajach. Dla niejednego artysty, jak sadzę, doprowadzenie do końca rozpoczętego dzieła przypomina z reguły, wspinaczkę na szczyt do końca nieznany i przez nikogo nieprzetarty. Dzisiejsza wystawa ukazuje w całej otwartości drogi i kierunki tych artystycznych wspinaczek. Jest symfonią emocji, wyobraźni i refleksji na temat postrzeganego świata, który wydaje się być taki sam, a jednak dla każdego z nas trochę inny.
W imieniu Zarządu Wielkopolskiego Związku Artystów Plastyków i ich Członków, pragniemy podziękować Dyrekcji i pracownikom Narodowego Muzeum w Szreniawie, za możliwość odkrywania świata przyrody poprzez sztukę w miejscu, które jest kolebką krzewienia kultury, tradycji dawnego i obecnego pokolenia.
Ewa J. Partyka.